wtorek, 28 czerwca 2016

Wegetarianie to podludzie.

 

Jestę czy nie jestę?


Jestę wegetarianką, tak zwaną pescowegetarianką. Tym oto sposobem nienawidzą mnie zarówno mięsożercy - bo nie jedząc mięsa, nie zasługuję na miano prawdziwej Polki, jak i roślinożercy, bo jedząc ryby nie mam prawa nazywać się wegetarianką. Stałam się bohaterę tragicznym.

Jeśli wegetarianin tudzież weganin, nie powie Ci o swojej diecie w ciągu 10 minut od zawarcia Waszej znajomości, to znaczy, że nie jest prawdziwym roślinożercom - to zupełnie tak jak w przypadku studenta prawa. Zgodnie z definicją nie jestem prawdziwa, bo mówię to Wam, dopiero po prawie dwóch latach. Zresztą w ogóle niechętnie się do tego przyznaję, bo zawsze jestem zalewana całą masą kretyńskich pytań, docinków i mądrości typu rośliny też czują, skąd bierzesz białko albo sama nic nie zmienisz.

Let the story begin

Może nie wyglądam jak typowy Janusz, ale w kwestiach żywnościowych nie odbiegałam zbytnio od tych co twierdzą, że obiad bez mięsa to nie obiad. Byłam znana z tego, że żarłam wszystko co się przede mną postawiło, na czele ze smalcem, golonką w piwie i stejkami.

Miłośnikiem zwierząt byłam od zawsze. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że mając do wyboru rzucić w przepaść Ciebie albo twojego pieska, bez większych wyrzutów sumienia wybrałabym Ciebie.

Dwa lata temu polubiłam na facebooku kilka fundacji i stron promujących dobro zwierząt i tak oto dowiedziałam się, jak wygląda hodowla zwierząt na mięso. Jest takie powiedzenie, bardzo zresztą mądre, że jeśli rzeźnie miałyby szklane ściany, wszyscy bylibyśmy wegetarianami.

Myślę, że gdyby uświadomić wszystkim, którzy kochają zwierzęta jak wygląda ten przemysł i że mądre są nie tylko kotki i pieski, ale i świnki, bo świnki są tak samo mądre jak twoja 2 letnia siostrzenica, której zjedzenie byłoby barbarzyństwem, to mogłoby to przynieść spore straty dla przemysłu mięsnego.

Mimo wszystko ludzie wolą nie wiedzieć, bo jak już się dowiesz to nie da się tego oddowiedzieć i trzeba zmienić przyzwyczajenia, a to boli bardziej niż błoga nieświadomość.

I tak oto, pewnego dnia postanowiłam usunąć z diety mięso i ryby. Dopiero po dwóch tygodniach odwyku powiedziałam o tym chłopakowi, bo wcześniej sama w siebie nie wierzyłam. Tego samego roku przeżyłam bezmięsną i bezrybną wigilię i wcale nie było tak trudno jak się spodziewałam.

Ryby zaczęłam jeść po pięciu miesiącach. Usiadłam na łóżku i zadałam sobie zajebiście ważne pytanie. Dlaczego ja to robię? I wyszło, że robię to dla zwierząt. Nie dla siebie,nie dla swojego zdrowia, nie dla innych wegetarian, nie na złość mięsożercom, tylko dla zwierząt. Ponieważ mój mały rozumek dopuszcza jedzenie ryb, to zgodnie z własnym sumieniem i przeciwko wszelkiej krytyce powinnam postępować według własnej oceny.

Jeśli jesz mięso nadal Cię lubię. Musiałabym być hipokrytą, żeby Cię teraz krytykować. Jeśli kochasz zwierzęta, kiedyś sam się na to zdecydujesz, jeśli nie lubisz zwierząt to i tak nigdy Cię nie lubiłam.

5 komentarzy :

  1. jesteś mega, piszesz tak swobodnie!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post! ;) Ja,że tak powiem ograniczam mięso, czasem zjem ewentualnie kurczaka, ale to może raz na miesiąc. Również oglądałam takie filmiki co robią z tymi różnymi zwierzakami i też powoli "uwalniam" się od mięsa. ;) Zawsze mnie śmieszny pytanie -"A w jakiej roślinie znajdziesz białko?", serio czy ludzie naprawdę chodzą tylko do szkoły, bo muszą i nie potrafią z niej nic "wyciągnąć"?! :/ Poza tym jest mnóstwo roślin o którym nie mają zielonego pojęcia. ;D U mnie naprzykład nie wiedzą co to ciecierzyca lub jarmuż. :D Dodaje do obs, miłych wakacji! ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się to czyta! ja tam np zawsze się zastanawiałam, czy wegetarianie jedzą jajka... :p

    OdpowiedzUsuń

Subscribe

Flickr